Pozyskiwanie Marii. „Jaremianka. Biografia” Agnieszka Dauksza

Dauksza_Jaremianka_500pcxNieuchwytna/osobna. Maria Jarema jest dla Daukszy wyzwaniem: „Pozyskiwanie Marii trwało długo. Tak długo, aż zrozumiałam: ona nie poruszy się beze mnie”. Biografka ma zatem nie lada kłopot, gdyż obrała sobie za bohaterkę postać zdawkową i do bólu konkretną. W listach do bliskich i pozostawionych materiałach Maria rzadko pisze o emocjach i uczuciach, częściej zaś o sztuce, finansach czy logistyce. Trzeba więc sztukować, domyślać się (np. motywacji), gdybać (podobnie rzecz się miała z „Panią Stefą” Magdaleny Kicińskiej, choć w tym konkretnym przypadku fizycznie brakowało materiałów, chodzi mi zatem o zbieżność metody). Dauksza pisze więc o Jaremiance Kornelem, siostrą bliźniaczką, resztą rodziny i przyjaciółmi. Widzimy ją w odbiciu. Dlatego też czasami zdaje się umykać biografce – jej osobność jest tak znacząca. Bo Jarema nie angażuje się w relacje. Zresztą kolejni adoratorzy boleśnie to odczują. Inna rzecz ma się ze sztuką. Ten związek jest najważniejszy i pełen namiętności. Tak ważny, że nawet narodziny syna nie zmienią priorytetów artystki. Zatem Aleksandra będzie wychowywać najpierw matka Marii, potem zaś jej siostra.

Nie potrafi, naprawdę nie potrafi, zastanawia się nad tym wielokrotnie i wie, że gdyby miała dziecko przy sobie, nie malowałaby, nie czytała, nie byłaby twórcza. A sztuka jest najważniejsza. Sztuka jest najważniejsza. Marysia-Mama powtarza Alowi, a on rozumie to na swój sposób i wcale nie ma pretensji.

Sens życia Marii to więc praca i sztuka Nawet wtedy, gdy już wie, że umiera na białaczkę, to co jest ją jeszcze w stanie zainteresować, to kolejne artystyczne projekty. Nawet najważniejsze wyróżnienia i słowa uznania przyjmuje, i zawsze przyjmowała, z chłodnym dystansem. Prawdziwe emocje są bowiem w akcie twórczym. Ta bezkompromisowość, wizjonerstwo i oddanie pracy sprawiają, że jest gwiazdą epoki – znajduje intelektualną wieź z Kantorem, przyjaźnij się z Różewiczami i Przybosiami. Zresztą, kto nie kręcił się wówczas wokół genialnej artystki, ten był gapa. Jej charyzma oczarowuje wielu (także autorkę książki, choć ta potrafi się zawczasu zdystansować). Jaremianka – aktywistka, autorytet, awangardzistka. Genialna w każdym calu.

Dauksza pisząc biografię Jaremy musiała się nieźle nagimnastykować. Te skrawki, szarpane i niepełne, suche informacje, z których korzystała podczas pisania książki, czasami zaprowadzają ją na manowce nadinterpretacyjne. Szczęście, że Dauksza ma na tyle instynktu samozachowawczego, że to raczej wyjątki niż norma. Zresztą ratuje się autoironią (która jest rzeczą nad wyraz cenną w tych cholernie poważnych czasach) i gibkim językiem. I dla niego chociażby warto tę książkę przeczytać. Choć dla walorów poznawczych przede wszystkim.[1]

[1] Muszę wspomnieć o jednej rzeczy, która mnie podczas lektury irytowała (umieszczam tę informację tutaj, bo to sprawa techniczna) – opis zdjęć. Fotografie opisane są wybiórczo. Część zaś istniejących opisów jest umieszczona na końcu książki, co przy sporym materiale zwyczajnie denerwuje i utrudnia lekturę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *