Bohater wsobny. „Zgiełk czasu” Julian Barnes

Dmitrij Dmitrijewicz Szostakowicz był człowiekiem skrupulatnym. Notował w kalendarzu wszystkie wizyty u dentysty, urodziny przyjaciół, cały zgiełk czasu intymnego. Zgiełku czasu, nazwijmy go roboczo, społecznego, ewentualnie zewnętrznego, nie musiał. Robiła to za niego Władza. Jeszcze bardziej dokładna niż on sam. Jego rola polegała na dopasowaniu się to tego opisu. Do formy, którą narzucił najpierw Stalin, a potem jego pamiętliwi i ambitni towarzysze. Dmitrij próbował ratować się jak potrafił. Emigracją wewnętrzną okraszoną najpierw ironią, potem sarkazmem. Gdy już to nie pomagało, myślał o samobójstwie. Jednak po kilku mizernych i pozorowanych próbach dał sobie spokój. Nie chciał (jakże naiwnie), żeby historię jego życia napisał za niego ktoś inny. Jednak sam dla siebie był najsurowszym sędzią:

Tchórzostwo (…) to kariera na całe życie. Nigdy nie można się odprężyć. Należy umieć przewidzieć następną sytuację, kiedy trzeba się będzie usprawiedliwiać, wahać, płaszczyć, zapoznawać na nowo ze smakiem butów i stanem swojej nędznej upadłej duszy. Tchórzostwo wymaga nieustępliwości, wytrwałości, niechęci do zmian – co w pewien sposób czyni z niego rodzaj odwagi. Uśmiechnął się do siebie i zapalił kolejnego papierosa. Jeszcze potrafił czerpać przyjemność z poczucia ironii.

Gdy czytelnik poznaje Szostakowicza, ten stoi przy windzie. W całym kraju zaczęły się czystki, a jego „burżuazyjna” opera nie przypadła do gustu Generalissimusowi. Popadł więc w niełaskę, i żeby nie zostać aresztowanym na oczach rodziny, czeka z walizką na zewnątrz mieszkania. Jednak nikt po niego nie przychodzi. Dostał szansę rehabilitacji – ma przyznać się do błędu i tworzyć już tylko muzykę dla prostego człowieka. Co też będzie czynił. Ułoży się z władzą. Co prawda, będzie miało to ułożenie, jakby je przedstawić na wykresie, kształt sinusoidy, ale będzie.

„Zgiełk czasu” to intymny obraz artysty, który wadzi się z Władzą. To wadzenie jednakże ma dość tragikomiczny wymiar, bo Szostakowicz podpisuje, to co mu nakazują, jedzie tam gdzie należy, robi, to co trzeba – mimo oporu  wewnętrznego. Jest zatem wsobnym, w pełni świadomym absurdu sytuacji anarchistą.  Dlatego książka ta, to nie tylko opis relacji na linii Sztuka i Władza, ale przede wszystkim, to rzecz o pamięci indywidualnej, która znacząco różni się od narracji pozornie obiektywnej. To studium osobistej tragedii podporządkowanej siłą zewnętrznym dla których jednostkowa relacja nie ma prawa bytu. Bo bohater przegrywa, mimo że trwał na posterunku. Nikt z potomnych nie będzie przecież rozliczał go z intencji szeptanych sobie samemu do poduszki.

Barnes w sposób mistrzowski opisuje radzieckiego bohatera. Z drobnych zdarzeń, gestów, niedomówień kreuje postać tragiczną i uwikłaną. Niemą i bezsilną. „Zgiełk czasu” to miniaturowa, sensualna opowieść o losie wielkiego kompozytora, który żył w cieniu narratora wszechwiedzącego.

***

Z perspektywy czasu każda tragedia wygląda jak farsa.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *