W.C. SALON DE LECTURAS!

Najpierw „obowiązki”:
Teresa Monika Rudzka „Bibliotekarki”
Nie będę siliła się na mądry, elokwentny, erudycyjny (…) wstęp do tej recenzji tego tekstu. Książka ta jest bowiem  tak kiepska jak kelnerzy w barze „Paradise” przy granicy polsko-niemieckiej. A niech to!  Wystarczy przyjrzeć się krótkiemu opisowi na okładce książki: „Elegancka Żywia, zapracowana Halinka, pedantyczna Marta, życzliwa pani Stenia, Agata i Kasia zawsze w potrzebie finansowej, towarzyskie układy i przepychanki, a nawet… duch. Pierwsza na polskim rynku książka o bibliotekarskich realiach. Szczera do bólu.”* Cholera! Nie lubię takich książek -stereotypowych, źle napisanych, stereotypowych (raz jeszcze!), gdzie konstrukcja książki jest tak oczywista jak procesja w Boże Ciało. Więc o czym owy tekst rzecze? A no o tym, że w biblioteka to „zmumifikowany PRL”, panie tam pracujące to tłuste, zaniedbane kobiety o niepełnym uzębieniu a czytelnicy poszukują tylko i wyłącznie książek Cohelo. Zła to książka, oj zła. A jedyny plus wyszukany/poszukany w jakże wielkim mozole i trudzie, to język, z którym Rudzka wydaję się nie mieć problemu i którym operuje dość zacnie! Podsumowując: Jest to pierwsza książka, którą umieszczam na moim prywatnym indeksie ksiąg zakazanych. Nie polecam.
Moja ocena: 1/6
A potem” przyjemność” – Hiszpania:
Moja (nie)długa nieobecność była spowodowana wyjazdami, licznymi projektami i takimi różnymi dziwnymi rzeczami, które były do zrobienia „na wczoraj”. Zaniedbałam, więc troszeczkę (ale tylko troszeczkę mój blog). Nadrabiając zaległości (powyżej) umieszczam (poniżej)  moje ulubione zdjęcie z Toledo.
    
  
1. P.S. Kilka wpisów temu napisałam z zachwytem i entuzjazmem o Facebooku. Oj, myliłam się myliłam! Ponieważ jeśli ktoś pisze i publikuję publicznie rasistowski kawał a 100 innych (młodych!) osób naciska opcję „Lubię to!” to w naszym kraju nie jest dobrze, oj nie jest!
2. P.S. Planuję powroty i dziewicze spotkania z klasyką literatury. Na pierwszy ogień „Imię róży” a na drugi – „Zły” Tyrmanda.
*cytat: „Bibliotekarki” Teresa Monika Rudzka, Wydawnictwo Skrzat, Kraków 2010.

8 komentarzy

  1. Lubię recenzje takie, jak ta dzisiejsza, pisane wyraźnie pod wpływem emocji, "oczywiste jak procesja…" 🙂 Ale też nie lubię tego typu książek, wszelkich "Kasjerek" również i tym podobnych, które podtrzymują zbiorowe opętanie stereotypowym mitem o rzeczywistości.

    Natomiast zmartwiłam się sama sobą, że lubię rasistowskie kawały 🙁 czy to bardzo źle? Najbardziej te o Żydach, nie mogę nic poradzić na to, że mnie śmieszą. Ale nieordynarnie, mam wrażenie, mnie śmieszą, tak normalnie.

  2. Lirito – niestety obawiam się, że moje wszystkie recenzje (a przynajmniej większość są emocjonalne):)
    Hmmm…bardziej niż sam żart, martwi mnie kontekst. Należy mięć świadomość wypowiadania pewnych często krzywdzących opinii. Obawiam się, że niestety ta osoba jej nie miała!
    Pozdrawiam 🙂

  3. Futbolowo – tak trudno wyzbyć się emocji, gdy sprawa dotyczy mego zawody:D ach Ci bibliotekarze niecny naród! Szczególnie w kontekście "Imienia róży" 🙂 pozdrawiam serdecznie 🙂

    Lirito – ufff emocje…., faktycznie dodają autentyzmu, lecz często pozbawiają racjonalności myślenia 🙂 Pozdrawiam i dziękuję 🙂

  4. Racja – gniot STRASZNY. koleżanka z boku podpowiada: "pierdy", a inna dodaje: indeks ksiąg zakazanych – dobry pomysł.
    Nie zgadzam się z jedynym znalezionym "plusem", czyli językiem, uważam że też jest słaby. Nie jest literacki, poziom wypracowania.
    O dziwo "Poradnik Bibliotekarza" zamieścił pochlebną recenzje "tej szmaty" – ale czy to jest autorytet w kwestiach powieści?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *