Rzecz o (przy)należności. „Ostatni proces Kafki” Benjamin Balint. Mikrorecenzja

sdrCóż począć z rękopisami niemieckojęzycznego Żyda, który przed wojną mieszkał w czeskiej Pradze? Jak je zakwalifikowywać? Opisać? Przypisać? Może kluczem identyfikacji samego autora? Zatem tożsamość niemiecka, czy żydowska? A może czeska? A co, jeśli podmiot sporu deklaruje: „Ja nie mam żadnych zainteresowań literackich, lecz literaturą jestem”, to mamy nie lada problem. Podobnie jak izraelski sąd, który obecnie podjął się próby zatrzymania rękopisów Kafki we własnym kraju. Drugą stroną konfliktu są Niemcy. Zatem komu bardziej należy się spuścizna, cudem zresztą uratowana przez Maxa Broda, po jednym z największych pisarzy w historii literatury? Niemcom? Wszakże, to ich krąg kulturowy. Kafka „cierpiał, marzył i myślał po niemiecku”. Czy jednak Izraelowi? Był przecież Żydem, jego rodzina, podczas wojny, w większości zginęła z rąk nazistów. Tyle tylko, że Kafka nijak nie czuł się związany z judaizmem. Jak pisze Nabokov: „Kafka był przede wszystkim artystą i choć można się upierać, że każdy artysta jest kimś w rodzaju świętego (ja sam zdecydowanie się tak czuję), nie sądzę, żeby było można wpisać geniusz Kafki w jakiekolwiek inklinacje religijne”. A zatem mamy pat. I o tym właśnie jest świetna książka Benjamina Balinta „Ostatni proces Kafki”. O nieudolnej próbie określenia (przy)należności. Bo pod płaszczykiem powagi sądu i całej kwestii proceduralnej, aż iskrzy się od absurdu i groteski. Sam Kafka by się tej historii nie powstydził. Walka na słowa, irracjonalne argumenty w cieniu bolesnej historii i wzajemnych, wieloletnich przygan i animozji.

Balinta stworzył arcyinteresujący obraz konfliktu, który rozgrywa się na wielu płaszczyznach. Chociażby wspomnieć o tej pierwszej – sprzeciwienie się ostatniej woli autora „Procesu”, który pragnął, żeby wszystkie jego rękopisy spalić. Max Brod – literackie zaprzeczenie swojego przyjaciela. Ekstrawertyk, entuzjasta, rzemieślnik walczący o pamięć i spuściznę Franza (ile w Kafce Kafki, a ile Broda – do dziś trudno orzec). I w końcu sam proces, który obnaża nieudolność prawa względem wielkiej i uniwersalnej literatury (tematów).

„Ostatni proces Kafki” to prawdziwa gratka dla wielbicieli autora „Przemiany”. Uczta dla literaturoznawców oraz entuzjastów zacnej i rzetelnej roboty dziennikarskiej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *