Śmierć panny Marple. Kryminał roku

Polska literatura kryminalna ma się dobrze, wyjątkowo dobrze! Drżyjcie niedowiarkowie, krytycy odprawiajcie pokutę, czytelnicy radujcie się (a zaraz po wybuchu euforii, radzę wybrać się do księgarń), bo właśnie niedawno, na polskim rynku wydawniczym ukazała się naprawdę świetna powieści kryminalna. „Grób”, bo o tej książce mowa, autorstwa Gai Grzegorzewskiej, jest niezwykłym zjawiskiem na polskiej scenie literackiej, na tyle niezwykłym, że aż trudno uwierzyć, że wyszła spod pióra krajanki (Skandynawowie niechaj będą czujni!). Dynamiczna akcja, doskonale nakreślone tło obyczajowe, wirtuozeria wątku kryminalnego – a to wszystko w sosie beznadziei polskiej (precyzyjnie krakowskiej), gdzie podział na dobro i zło nie jest podziałem oczywistym. Gdzie antysemityzm, opieszałość policji, bieda i rezygnacja mieszkańców blokowisk to porządek zastany i nie podlegający żadnym zmianom. Dzieło z gatunku noir, gdzie jedyną sprawiedliwą, aczkolwiek daleką od jednoznacznej interpretacji zasad prawa, jest zuchwała i piękna – Julia Dobrowolska, prywatna detektywka. Kobieta z przeszłością ze szpetną blizną na twarzy. Bezkompromisowa, odważna, seksualnie wyzwolona, beznadziejnie zauroczona w byłym kochanku  – inspektorze krakowskiej policji Aaronie Goldenthalu. Bohaterka, która równie dobrze czuje się na obcasach jak i w walce wręcz z typem spod ciemnej gwiazdy. Panna Marple otworzyłaby pewnie szeroko oczy ze zdumienia a zaraz potem padłaby trupem na przepiękny i solidny wiktoriański dywan.

Bo jeśli już mowa o trupach, to w książce Grzegorzewskiej jest ich naprawdę wiele. Z cmentarza Rakowickiego w Krakowie w tajemniczych okolicznościach znikają z grobów zwłoki. Prawdopodobnie jest to sprawka nekrofila, który z dużym znawstwem tematu profanuje skradzione ciała. Wyjaśnienia tajemniczych zniknięć podejmuje się, już wyżej wspomniany, inspektor Goldenthal. Tymczasem do Julii Dobrowolskiej zgłasza się lokalny mafioso Waldemar Linder, który pragnie wyjaśnić tajemnice samobójstwa ukochanej córki. Nie jest pewien, czy za jej śmierć nie jest odpowiedzialny ktoś trzeci. Obie te sprawy dziwnym trafem się zazębiają i Julia, chcąc nie chcąc musi stawić czoło dawnym uczuciom, ale także dość pogmatwanej i niełatwej przeszłości. Ale Julia jak to Julia, będzie walczyć do ostatniej kropli krwi, bo to cholernie charakterna kobieta.

„Atmosfera panująca na cmentarzu działała na nią kojąco. Uspokajał ją fakt, że tylu skurwysynów musi tu leżeć, zupełnie już niezdolnych do krzywdzenia innych.”

Grzegorzewska jest posiadaczką wielkiego talentu literackiego. Doskonale odnajduje się w konwencji gatunku często igrając z jego wyznacznikami i tradycją. Choćby taki pomocnik Julii – Tomek, toż to parodia doktora Watsona i innych pomagierów sławnych detektywów. Albo sama Julia, czy to nie kobiece wcielenie Philipa Marlowe (zgorzkniałego, aczkolwiek skutecznego w działaniu)? A to wszystko w rzeczywistości bardzo nam bliskiej, co za tym idzie zdecydowanie łatwiejszej w krytyce i trudniejszej w literackim odwzorowaniu.

Autorka z wielkim znawstwem miesza poszczególne składniki literackie, igra z formą i wyolbrzymia niektóre kwestie, a wszystko po to, aby czytelniczej satysfakcji stało się zadość. I staje się, daję głowę i rękę, staje się.

15 komentarzy

  1. Nie słyszałam nic o tej książce, a jest ona dla mnie niejako obowiązkowa, gdyż akcja dzieje się w moim mieście 🙂 W dodatku kryminał – gatunek, który uwielbiam i podziwiam też z racji zawodowych konotacji.

    Dziękuję za tę recenzję 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *