„Czas rzeczywisty uległ rozproszeniu…”. Ogłoszenie

Drogi Czytelniku, Droga Czytelniczko, wyobraź sobie, że jest jeden z tych naprawdę mroźnych zimowych dni, gdy świeci słońce a ziemia przykryta jest niemałą warstwą śniegu. Gdzieś w oddali słychać głosy bawiących się dzieci (pewnie niedaleko jest wniesienie, a gromadka maluchów zjeżdża na sankach). Ty, w nie najlepszym humorze, zdezelowanym autem, dobrą szwedzką drogą udajesz się w odwiedziny do swoich długo niewidzianych krewnych. Dom rodzinny nie należy do twoich ulubionych miejsc. Jednak wizyta jest konieczna. Ojciec twój, emerytowany nauczyciel, kończy jutro 65 lat, a siostra lekarka, duma i chluba rodziny, kończy lat 40.  Dwa wspaniałe jubileusze – ojca despoty Karla-Erika i  równie charakternej Ebby. A teraz drogi Czytelniku, droga Czytelniczko, wyobraź sobie, że nazywasz się Robert (przepraszam panie, lecz w tej książce, jak na złość, giną sami mężczyźni), brałeś/brałaś udział w kontrowersyjnym realisty show, gdzie totalnie się skompromitowałeś/skompromitowałaś i jedyną osobą która jeszcze cię wspiera (a jakże!) jest twoja matka.. I jeszcze jedno drogi Czytelniku, droga Czytelniczko, – za kilka godzin będziesz …martwy/martwa! Czy udało mi się, w tym krótkim akapicie oddać klimat rasowego skandynawskiego kryminału? Ależ nad wyraz wątpliwe! Pomińmy jednak milczeniem moje nieudolne próby literackie. To co jest ważne, to fakt, że autorzy kryminałów pochodzących z tego właśnie zakątka Europy stworzyli całkiem nową jakość literatury sensacyjnej. I chwała im za to. Bo książkę „Człowiek bez psa” Szweda H. Nessera czyta się jednym tchem i czyta się wszędzie. Czas rzeczywisty ulega rozproszeniu.

Nie wiem zaprawdę, co leży u podstaw popularności, ale też jakości kryminałów skandynawskich (pewnie wykwalifikowaniu ku temu badacze przeprowadzili już stosowne analizy). Co spowodowało, że Larsson, Menkell, Camilla Läckberg, czy właśnie Nesser zdobyli tak wielką popularność nie tylko w Szwecji, ale także poza jej granicami. Być może mroczny klimat powieści, odheroizowani inspektorzy i detektywi, całkiem „ludzcy” mordercy. Jestem wyjątkową ignorantką jeśli chodzi o ten gatunek. Może precyzyjniej, byłam nią do czasu lektury „Człowieka bez psa”. Jedno jest jednak pewne, ci pisarze nadali nowy, wyższy ton literaturze sensacyjnej. Wprowadzili ją, może nie na literackie salony, ale do literackiego przedsionka na pewno. Co równie ważne, znacząco przyczynili się do wzrostu czytelnictwa (fenomen trylogii „Millennium”). A wszystko to udało się twórcą z krajów o najmniejszej przestępczości w Europie i świecie. Fenomen, zaprawdę fenomen!

Gwoli ścisłości powróćmy jeszcze na chwilę, jeszcze raz do bohaterów książki. Na wspomnianym już przyjęciu rodzinnym Robert nie będzie jedynym zaginionym. Śmierć poniesie także jego siostrzeniec Henrik, syn Ebby.  I wtedy oczywiście do akcji wkroczy dzielny, inteligentny, trochę nieporadny, ale za to dowcipny detektyw Gunnar Barbarotti. Owoc szwedzko-włoskiej miłości, któremu żadna misja niestraszna. I który, rzecz jasna, zgodnie z prawami gatunku, wyjaśni całą tę sprawę. Choć nie obejdzie się bez małych problemów i zawirowań. A rodzina Hermanssonów, która przyczyniła się do tego całego ambarasu,  no, cóż,  jak mówią mądrzy tego świata – „z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu”.

I tak drogi Czytelniku, droga Czytelniczko, żyjesz, dobrnąłeś/dobrnęłaś do końca recenzji (za co jako autorka powyższej, szczerze dziękuję). Polecam książkę Nessera, może nie koniecznie na długie zimowe wieczory, ale  na długie letnie popołudnia spędzone w kurorcie w Gracji lub Egipcie, ewentualnie spędzone nad jeziorem Żarnowieckim, już tak. A ja ruszam po kolejną część przygód inspektora Barbarotti. Doskonały i wyrazisty smak ma ta lektura, szczególnie zaś, po wymagającej literaturze faktu i reportażu.

***

Ogłoszenie

Warto odwiedzić blog: „Z tekstu. Recenzje prosto z książek.

Powody są dwa. Pierwszy – to bardzo dobry blog, który prezentuje wysoki poziom merytoryczny i ciekawy dobór lektur. Drugi powód to taki, że to blog mojego kolegi z roku Cezarego Rosińskiego.

Polecam gorąco 🙂

24 komentarze

  1. Czytałam i szczerze przyznaję, nie porwała mnie w ogóle.. Choć sama fabuła zapowiadała się ciekawie, ale jej rozwiązanie było dla mnie rozczarowujące. Ale może za dużo tych skandynawskich kryminałów mam za sobą? Bo swego czasu przeczytałam ich naprawdę sporo.. Bloga już odwiedzam 🙂

    1. Kasiu – to ja chyba faktycznie jestem świeżak w tym gatunku, ale bardzo mi się ta książka podobała 🙂 Albo po prostu już miałam ochotę na małą odskocznię. A możesz polecić jakiś tytuł ze skandynawskiej? Będę wdzięczna:-)

      Dziękuję i pozdrawiam

    2. Podejrzewam, że trylogię Stiega Larssona znasz 🙂 Jeśli nie – polecam z całego serca. Lubię Jo Nesbo, choć u niego również zaczęłam wychwytywać schemat, ale to wada zbyt wielu lektur 🙂 Asa Larrson jest świetna! I ma ciekawą bohaterkę, bo panią prokurator, trochę więc świeżości wśród tych wszystkich detektywów. Henning Mankell jest również całkiem ciekawy, ale Wallander, jego główny bohater wywołuje skrajne emocje – niektórzy go kochają, niektórzy są nim zirytowani, więc nie wiem czy Tobie przypadnie do gustu (detektyw alkoholik ze skłonnościami do melancholii). Camilla Lackberg pisze całkiem ciekawie, ale u niej szablonowość wychodzi już po pierwszej lekturze, toteż.. nie wiem czy polecać. Ale dla odprężenia – całkiem przyjemne czytadła. Jest jeszcze Liza Marklund, której bohaterka też jest nieco oryginalniejsza, bo jest dziennikarką. Może też irytować, ale ja ją polubiłam, mimo jej oczywistych wad (jak np. pracoholizm ;D). To wszystko to są co najmniej kilkutomowe serie, których wspólnym punktem jest głównym bohater i miejsce akcji, cała reszta zaś potrafi całkiem ciekawie zaskoczyć 🙂 Najlepszy w tym chyba jest Nesbo i Asa Larsson 🙂 bo tu to i miejsce akcji.. jak w kalejdoskopie 😉

    3. Kasiu – dziękuję za tak wyczerpująco odpowiedź 🙂
      Nesbo czytałam i nie bardzo przypadł mi do gustu. Menkell i jego Wallander także. Spróbuję zatem z A. Larrson. Zatem na wyruszam na poszukiwania 🙂

      moc serdeczności 🙂

    1. Książkozaur –
      gdzież tam! Tak młoda to ja bym chciała być 😉
      Ja jestem rocznik 85. Moje studia to wielka jedna przygoda! Najpierw historia sztuki i pedagogika, potem sama pedagogika, a potem pedagogika i polonistyka. Ale dość późna decyzja o studiowaniu polonistyki jest jedną z lepszych decyzji jakie podjęłam 🙂 Zdecydowanie! Moc serdeczności 🙂

      Usuń

    2. :)A na ile wyglądam/piszę? 😀 Pewnie pod czterdziestkę ;)Ah, to doświadczenie życiowe 😛

      I ja dopiero dziś zauważyłam na twoim profilu , że zbierasz zakładki z różnych stron świata. Ja też. Muszę je koniecznie policzyć. Bardzo jestem ciekawa twojej kolekcji 🙂

    3. No nie wiem, obstawiałam, że masz 30kilka, ale w sumie nie wiem, na jakiej podstawie wysnułam takie wnioski 😉 Po wyglądzie nie oceniam, zdjęcie za małe na moje oczy 😉

      Kiedyś miałam stronę z kolekcją, ale ją zawirusowało niestety i nie dało się uratować. A do liczenia zatrudniam siostrę 🙂

  2. O właśnie, pisałam niedawno o Lackberg (że niby fajna, ale drętwa trochę) i polecono mi Nessera. Momarta polecała, ale z drugiej ręki, z ręki Lirael (tak, tej nade mnę). I proszę, recenzja zachęcająca! To dobrze rokuje, jak już uda mi się dostać książkę w ręce.

  3. Fajnie się czyta takie recenzje, które opisują dobrze daną książkę 😉 Może trafiłem właśnie na książkę dla kogoś takiego jak ja. Zawsze mnie intrygowała Skandynawia, jest taka tajemnicza i nieznana przeze mnie. Ludzie są tam szczęśliwie i tak jak pisze autorka posta jest tam wyjątkowo mało przestępstw w związku z czym władze nie mają rąk pełnych roboty. Ta mroczna otoczka napawa optymizmem 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *