Moje radosne czytelnictwo oraz słów kilka o „Służących” K. Stockett

„Służące” Kathryn Stockett

Moje radosne czytelnictwo…
Od 12 postów nie napisałam żadnej negatywnej recenzji, tzn. od pamiętnego wpisu dotyczącego Nesbo. I jak na razie nic nie zapowiada pogromu, ewentualnie umiarkowany optymizm. Chociaż niepokoi mnie fakt, że ostatnio do każdego tekstu podchodzę z takim entuzjazmem jakbym czytała samych noblistów pisujących anty-proustowskie czytadła. I być może jest to wynikiem mojego doskonałego i nieomylnego gustu literackiego (a jakże!), ewentualnie cholernego warta lub po prostu straciłam, ostatnimi czasy, instynkt samozachowawczy i błądzę (wtedy ratujcie!). I chociaż dziś już nie będzie tak radośnie i zachwycająco  jak przy ostatnich recenzjach, ale będzie dobrze. Dobrze.
Czytadło doskonałe z nutką pogłębionej refleksji
„Służące” to książka, która zasługuję na miano „czytadło doskonałe z nutką pogłębionej refleksji”. Tekst, który czyta się błyskawicznie z uporem wariata brnie do ostatnich stron książki zastanawiając się po drodze, wręcz niedowierzając, że rasizm (ocierający się o niewolnictwo) był możliwy na taką skalę jeszcze w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku. I to gdzie! W Stanach Zjednoczonych Ameryki. Niewiarygodne. Lecz po kolei…
Fabularny stan rzeczy
Tekst Stockett to książka o trzech kobietach. Dwóch czarnych, tytułowych służących Aibileen i Minny oraz białej córce plantatora bawełny Skeeter. Te pierwsze próbują walczyć z codziennymi problemami, nie podpaść Państwu, przeżyć z wypłaty poniżej średniej krajowej. Ta druga, panienka na wydaniu, niezbyt urodziwa,  która najogólniej nie zgadza się z założeniami segregacji rasowej. Punktem zwrotnym, zdarzeniem, które połączy bohaterki będzie „sprawa toalet”. Toalet, które z inicjatywy najlepszej przyjaciółki Sketter, mają być osobnym pomieszczeniem dla „kolorowych”. Po tym kolejnym, poniżającym zdarzeniu cierpliwość bohaterek się skończy a zemsta okaże się kawałkiem pysznego, brzoskwiniowego placka. Służące zaczną „sypać”, a tajemnice białych, z uporem wariata, spisywać będzie Skeeter. Szybkość akcji wciska w fotel, łóżko czy co tam bądź.
Podobało się…
„Służące” to niezwykły obraz amerykańskiego południa. Daleki od idyllicznego, znanego z „Przeminęło z wiatrem”. Stockett w szczery i brutalny  sposób prezentuje stosunki panujące pomięci „kolorową służbą” i „białym państwem”. Zachowania (trafniej – anty-zachowania), które w latach sześćdziesiątych nie mały prawa mieć miejsca. Pisarce udało się również stworzyć niezwykle barwne i dynamiczne postacie. Jak chociażby  wybuchowa i wygadana Minny. W książce Amerykanki warto także zwrócić uwagę, przynajmniej w polskim tłumaczeniu (i tutaj brawa dla tłumaczki Małgorzaty Hesko – Kłodzińskiej), na warstwę językową powieści. Dialekty,  forma wypowiedzi bohaterek przybliżają nas do świata słonecznego i gorącego południa. I na zakończenie ostatni, duży plus powieści to wykreowanie przez autorkę poczucia niestabilności zastanej rzeczywistości. Nadchodzi czas zmian. W tle już gdzieś słychać dźwięki ballad Boba Dylana i rockowe brzmienia The Rolling Stones.
Nie podobało mi się…
Zawsze czytając współczesne amerykańskie powieści mam wrażenie, że pisane są one według określonego fabularnego schematu. Jakby wszyscy ich autorzy przeszli kurs „Współczesna proza – jak napisać bestseller”. Podobne odczucia miałam podczas lektury „Wody dla słoni”. Ten swoisty konspekt literacki sprawia, że książki za oceanu zawierają dla mnie nutkę fałszu.
Wnioski
„Służące” można przeczytać. Szczególniej jak się ma czas w okresie letnim, gdyż potencjalnemu czytelnikowi będzie bliżej do skwaru amerykańskiego południa oraz z czystością w sercu zobaczy film na podstawie powieści, który premierę ma właśnie w sierpniu. Zatem można, ale jak się ma do wyboru Faulkner, to lepiej Faulknera.
I niech zagra Bob Dylan (z ekipą)!

A potem jeszcze trailer „The Help”


52 komentarze

  1. Ja pokochałam "Służące" do pierwszej strony i moja miłość trwała do samego końca! Książka stała się jedną z moich ulubionych i może zasługa tego też jest w tym, że bardzo mało czytam amerykańskiej literatury (zraziłam się do niej już jakiś czas temu i tak mi pozostało) i dlatego też nie miałam tak jak Ty problemu z seryjnym pisaniem i czytaniem bestsellerów tego typu. Książka mnie uwiodła i z chęcią przeczytam następną powieść tej autorki:)

  2. Nie chcę być wredny, ale ja odnoszę wrażenie, że większość amerykańskich autorów kończy ten sam wakacyjny kurs kreatywnego pisania, ewentualnie ściąga sobie z internetu jakiś bryk typu "Jak napisać gwarantowany bestseller w 30 dni" i jedzie sobie punkt po punkcie:)

  3. Paula –
    "Służące" to dla mnie dobra książka. Nie arcydzieło, ale dobra. Dlatego też chętnie przeczytam kolejną powieść autorki. Lubię jak książka wciąga mnie na tyle, że zapominam o "bożym świecie" 🙂 Serdeczności

    Elwika –
    Ufff… W takim razie mamy podobnie 🙂 Serdeczności

  4. Zacofany.w.lekturze –
    No, coś w tym ewidentnie kurczę jest. Mocny początek, punkt kulminacyjny etc. I mamy bestseller jak się patrzy 🙂 Już myślałam, że będę poddana ostracyzmowi blgowemu, ale nie tylko ja węszę podstęp :)Ale z drugiej strony, gdyby u nas istniały takie kursy pisania może nasi autorzy świeciliby triumfy za oceanem. Lich wie. Serdeczności 🙂

  5. @The_book: ja będę ostatnim, który w Ciebie za te herezje kamieniem rzuci:) Odkąd przeczytałem "Cień wiatru" jestem też pewien, że w hiszpańskojęzycznym internecie znajduje się instrukcja "Jak napisać czytadło z pozorami głębi i elementami realizmu magicznego dla początkujących":P

  6. Zacofany.w.lekturze –
    Dzięki wielkie 🙂 I myślę, że w Japonii mają taką stronę. Murakami ten kurs skończył z wyróżnieniem. Jednym słowem to tylko kwestia czasu jak będzie on dostępny w Polsce, w końcu Hiszpania to już Europa 🙂 Oj, już jestem stary złośliwiec! I teraz nie "lich" ale licho wie! 😀

  7. Zacofany.w.lekturze –
    Ja widzę to tak: "40 letnia kobieta rozwiedziona, własne M2, praca – agencja reklamowa, dużo fajnych koleżanek, rozwód, nowe życie, przystojniak…". Polska proza życia. Mocne realia naszego kraju. Tu widzę szansę 🙂

  8. Dawno nie czytałam żadnej recenzji tej powieści, choć swego czasu była na blogach bardzo popularna. Sama jeszcze nie miałam okazji sięgnąć, ale wymieniasz kilka ewidentnych zalet, które w tej powieści mnie przyciągają. A że jest nieco tendencyjna i schematyczna – co tam! i tak spróbuję 🙂

  9. Napisał Zacofany.w.lekturze a ja to przez przypadek i natłok roboty skasowałam (za co przepraszam):

    @Iza: witaj w klubie:P Nie zliczę podejść do Faulknera, bo sobie kiedyś nakupowałem, że niby taki klasyk:) I nic, nuuuuda. Wszystko oddałem, dalszych prób nie będzie:D

  10. zacofany.w.lekturze – co do naszej wczorajszej dyskusji 🙂 🙂 🙂 Polska ma się czym "Pochwalić". Wariant wyprowadzki na wieś myślę, że się sprawdzi :)A mnie Faulkner jakoś wyjatkowo interesuję. Chociaż za Proustem nie przepadam. O zgrozo 🙂

    Futbolowa –
    zachęcam. A może się spodoba. Bo to naprawdę dobra ksiązka. Ne rewelacyjna, ale dobra. I jak napisałam: "Nie mozna się oderwać" 🙂

  11. Przepraszam, że tak odpisuję na raty, ale pracy dziś w bibliotece po pachy 🙂

    Iza –

    dla mnie Faulkner to przede wszytskim "Kiedy umieram" i "Światłość w siierpniu" 🙂
    I jak się cieszę, że nie tylko ja uważam "Sluzące" za dobrą a nie bardzo dobrą powieść :)Oj, cieszę
    się 🙂 serdeczności

    Zacofany.w.lekturze – faktycznie, ale może Amerykanie zrobią sobie w Polsce szkołę przetrwania, nie jakąś sentymentalna i romantyczna podróż do Toskanii, ale wyprawa w dziką krainę :)To byłby czad! 😀
    Komentarze funkcjonowały u mnie na początkku kody, ale miałam jakiegoś pecha na tzw, trolli 🙁
    I aż z wrażenia poprudziłam sobie myszkę czekoladą 🙂 Pozdrawiam

  12. Hmm, nie do końca się zgadzam z tymi kursami. Tzn. o kursach mogę wypowiadać się długo, ale tylko na podstawie tego, co o nich czytałam, nie znam żadnych z autopsji. Ale… czy każda książka ma być genialna? Co jest złego w bardzo dobrych czytadłach? Tego właśnie brakuje na polskim rynku: dobrze napisanych książek z wciągającą historią, w dodatku poszerzających horyzonty myślowe i skłaniających choć trochę do refleksji. Mam wrażenie, jakby wielu czytelników miało za złe autorom, że nie tworzą arcydzieł, podczas gdy oni wcale takich ambicji nie mają.
    A ogromny wybór świetnych czytadeł w USA czy Wielkiej Brytanii powoduje, że czytelnictwo ma się tak dobrze i rynek wydawniczy żyje i jest bardzo dynamiczny, w porównaniu z Polską.

    Jest też pewna różnica w sposobie pisania książek na wzór anglosaski i wzór francuski. Anglicy i Amerykanie przodują w świetnym opowiadaniu historii, tworząc page-turnery (książki, których kartki przekręca się automatycznie, tak te książki wciągają). Francuzi natomiast często tworzą powieści tzw. nombrilistyczne, nie osadzone ani nigdzie konkretnie, nie opowiadające żadnej konkretnej historii. Do niedawna większość książek pisanych w Polsce była według tego modelu francuskiego, dopiero kilka lat temu zaczęto (przede wszystkim kobiety) pisać powieści według modelu anglosaskiego. Myślę, że poczucie fałszu może wynikać u Ciebie z przyzwyczajenia do pewnego, a nie innego typu literatury. Jak sądzisz?

  13. @Chihiro: czy piszesz do mnie? Jeśli tak, to po pierwsze żartowaliśmy sobie trochę; po drugie nie mam pretensji do autorów, że nie piszą samych genialnych dzieł; ja też lubię czytadła. Odnoszę się natomiast do marketingowych haseł, które okrzykują sprawnie napisane czytadło objawieniem, nowym Marquezem/Proustem/Balzakiem (wpisać dowolne uznane nazwisko), zamiast napisać, że kolega autor postanowił dać ludzkości parę godzin przyzwoitej lektury. Naród kupuje te brednie marketoidów, same ochy i achy wokoło, jakie to czytamy wybitne dzieła, a jak ktoś przypadkiem czytał Marqueza/Prousta/Balzaka i ma porównanie, to mu się słabo robi. I tyle. A, i nie znoszę literatury według wzoru, który nazywasz francuskim.

  14. Chihiro – ależ bestsellery są potrzebne czytelnikowi, są ważnymi książkami. Bez dwóch zdań. Ja będąc bibliotekarką przekonuje dzieciaki do książek, polecając (może trafniej wciskając) im najpierw jakieś czytadło, co by zaraziły się bakcylem mola książkowego. Takie książki są rewelacyjne! Sprawiają, że ludzie w ogóle czytają. A po drugie kto powiedział, że literatura nie może przynieść czystej rozrywki. Czytając „Służące” naprawdę dobrze się bawiłam. Jestem daleka od czytania tylko arcydzieł literatury bo wtedy moje życie byłoby naprawdę smutne 🙂 A kursy jeśli dzięki nim powstają takie czytadła jak to wyżej, to niechaj będą.! Ku radości rzeszy czytelników. Bo jak powiedział dziś rano redaktor radiowej Trójki; „Ważne, żeby mózgu nie uszkodziły” 🙂

  15. Moniko, no to się zgadzamy 🙂
    Zacofany.w.lekturze, nie, nie pisałam do Ciebie, ale pewnie nie wyczułam żartu 🙂 Co do haseł marketingowych – zgadzam się w 100%. Co ciekawe, widzę wielką różnicę w podejściu marketingowców polskich i brytyjskich (te akurat mam okazję porównać). Ci pierwsi "jadą" na opinii, jaką znane nazwiska mają, ci drudzy zaś powołują się na szereg zdobytych przez autora nagród i nominacji. Mimo iż wiele nagród nie jest wcale takich prestiżowych to już wolę to podejście zamiast porównywania autora do innych. A przypomniał mi się jeszcze przypadek jak można sknocić opinię o książce. Czytałam małe, ale cudowne, urocze dzieło "Snow" francuskiego autora Maxence Fermine'a, które przypominało przypowieść japońską (rzecz działa się w Japonii i dotyczyła poety haiku piszącego wyłącznie o śniegu). Polski wydawca natomiast na okładce wydania polskiego pt. "Płatek sniegu" nie omieszkał dodać: "Francuski Paulo Coehlo" – oniemiałam, jak to zobaczyłam. I gdybym tę książkę po raz pierwszy zobaczyła na półce polskiej księgarni w życiu nie wzięłabym jej do ręki. Po lekturze wiem, jak krzywdzące to porównanie i zupełnie niepotrzebne, książka na rynku francuskim broniła się sama i to skutecznie.

  16. Chihiro, Zacofany.w.lekturze –
    a więc wszystko jasno 🙂 I co by nam się dobrze czytało bestsellery i klasyki a zdanie czytelnicze, żeby nam się wyrabiało nie po akcji marketingowych, ale po własnej, radosnej lekturze 🙂
    Serdeczności 🙂

  17. @Chichiro: to przepraszam, że się wciąłem:) Ale skoro już, to uważam, że reklamowanie książki wymienianiem nagród, jakie dostała, to niekoniecznie dobry pomysł. Jak widzę nalepkę 'Laureatka Nike' to zaraz podejrzewam jakieś przeintelektualizowane hermetyczne nudziarstwo i na wszelki wypadek omijam szerokim łukiem. A w przypadku książek obcych, skąd mam wiedzieć, że jakiś Prize czy inny Prix to rzecz miarodajna, a nie dyplom uznaniowy przyznany przez spółdzielnie mleczarską z brytyjskiej prowincji?:P Napisać, że książka to drugi Coelho – źle; napisać, że nagrodzona – też źle:) Ludziom nie dogodzi:P

  18. Ew., Chihiro, Zacofany.w.lekturze –
    Moi drodzy 🙂 Były dyskusje, były świetne komentarze a Blogger na skutek bliżej mi nieznanej awarii przywrócił stan bloga z przed kilku dni 🙁 Wielka szkoda 🙁 Ale zapraszam ponownie bo tu zawsze jest miło i zacnie 🙂 Pozdrawiam 🙂

  19. @The_book: no awaria była wielka:P Ja mam swoje komentarze w mejlach, cudze też i chyba tylko jeden komentarz bsmietanki zjadlo:)
    Nowy komentarz do posta "Moje radosne czytelnictwo…" dodany przez użytkownika bsmietanka :

    Też dobrze się bawiłam czytając Służące, ale też stwierdziłam, że to czytdało, dobre, ale czytadło 🙂

  20. Zacofany.w.lekturze –
    wiem, wiem 🙂 podobno, według oficjalnego komunikatu Bloggera wszystko ma niebawem wrócić. Mam wielką nadzieję 🙂
    Odszukałam komentarze w koszu poczty lecz "wyskakuje" komunikat, że już nie istnieją. Należy żywić zatem nadzieje, że wszystko niebawem wróci do normy. A że ja jestem człowiek typu: niepoprawny optymista, więc szczersze liczę na to :)Dziękuję 😀

  21. Zacofany.w.lekturze –
    gdzieś, coś wyczytałam dzisiaj w pracy ,że ludzie z bloggera pracują nad przywróceniem wszystkiego, albo starają się pracować 😛 Czytałam pobieżnie, bo jak to w mojej pracy bywa czekała na mnie wielka czekolada. Naprawdę ogromna 🙂 I nie mogłam się skupić na tekście, no i miałam "posiadówke" na maturze z geografii . Cóż począć 😀

  22. Bsmietanka –
    prawda?! Cieszę się, że mamy podobne zdanie 🙂 pozdrawiam 🙂

    Luna –
    zachęcam, gdyż "Służące" to świetny kontrast problematyki niewolnictwa. Polecam też "Zabić drozda". Serdeczności 🙂

  23. Bardzo mnie zdziwiły te wybryki Bloggera dzisiaj, bo to nie jedyny blog, który zwariował nieco. Aż przejęłam się w pierwszym momencie, że może mam jakiegoś wirusa i on płata figle. Komentarzy nie zachowuję, więc tylko mniej więcej wiem, co napisałam. Ale dociągnęłam mój wątek do końca i zrozumiałam się z Tobą i zacofanym.w.lekturze – to najważniejsze 🙂

  24. Uśmiałam się szczerze z Waszego dialogu the_book i zacofany :))

    Niedawno obejrzałam film, a że dawno nie oglądałam żadnych nowości kinowych, było to dla mnie radosne przeżycie 😉
    Film świetny, wzruszający i zabawny, tylko trochę typowo: źli i rozpuszczeni biali i jedna bohaterka wśród nich… Taki schemat, ale poza tym nie oderwałam oczu od ekranu, co sie zdarza niezbyt często… np AAnything else Allena mnie zmeczył, chociaż bardzo go lubię.

    1. Bluedress –
      🙂 🙂 🙂
      podzielam w 100% procentach twoje zdanie, że film schematyczny. Ale również obejrzenie tego filmu sprawiło mi wiele frajdy 🙂 Podobno ma kilka nominacji do Oskara. ciekawa jestem czy faktycznie otrzyma nagrodę.

      serdeczności 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *