Dyskoteka, czyli maraton szkolny. Książki!

Dziś spędzam 13 godzin w pracy. Powód owego maratonu jest następujący: jestem opiekunem na szkolnej dyskotece. Nauczycielem być – słodka rzecz (bez sarkazmu!). Już zdążyłam ozdobić bibliotekę „halloweenowo”, zrobić z koleżankami wystawę mody dwudziestolecia międzywojennego, zjeść tortillę i jeden gorący kubek oraz współuczestniczyć w tworzeniu wystawki o „strasznej literaturze” (King, Poe etc.), gdzie  moja rola sprowadzała się w tym punkcie do zagadywania koleżanki z naprzeciwka i wycinaniu dziurkaczem śmiesznym wzorków oraz przekonywaniu w/w, że oprócz tego, że jestem piękna to jeszcze jestem cholernie inteligentna (a to jest już objaw tzw. „głupawki”). Także jak widać poniedziałkowe popołudnie mija mi w niezwykle miłej atmosferze!  Ale do rzeczy, czyli kilka słów o książkach – rzecz jasna!
– Właśnie wszedł uczeń i zapytał się czy może pooglądać swoje zdjęcia rentgena w Bibliotece. Czemu nie odparłam – jakie miejsce się lepiej do tego nadaję…

Jan Tomkowski „Zamieszkać w Bibliotece”. Nie muszę chyba zaznaczać, że uwiódł mnie tytuł tejże pozycji. Bo cóż, chciałabym, chciałabym bardzo zamieszkać w Bibliotece i to nawet tej mojej szkolnej… Książka profesora to działo składające się z 17 esejów poruszających najogólniej tematykę literatury, lecz w nietuzinkowy, powiedziałabym zawadiacki sposób. Znalazły się tam bowiem teksty m.in. Literatura a miasto, literatura a kuchnia, literatura a miłość. Dobra książka, sprawnie napisana, prawdziwe „cacko” dla miłośników „książek o książkach”.

Moja ocena 4.5/6

Grażyna Plebanek „Dziewczyny z Portofino”. Przy recenzowaniu tej pozycji muszę uderzyć się w pierś i przeprosić, że tak „brzydko” pisałam wcześniej o literaturze kobiecej (jako niedoskonała, nieprecyzyjna etc.). gdyż książka Grażyny Plebanek jest drugą – po „Chmurdalii” Joanny Bator, która mnie zachwyciła i poruszyła. Mamy, jak się okazuje, w Polsce pisarki, które potrafią pisać piękną prozę, pięknym językiem.

            „Dziewczyny z Portofino” to najogólniej historia czterech dziewczyn – Hanki, Agnieszki, Beaty i Mani. Dziewczyn wychowujących się na warszawskim osiedlu, pochodzących z jakże odmiennych środowisk, zmagającymi się z problemami rodzinnymi, szkolnymi oraz również tymi wynikającymi z nieprzyjaznej atmosfery PRL. Książka Plebanek to również świetna retrospekcja w czas szarości ubiegłego ustroju, gdzie królował magnetofon kasetowy i guma Donald, gdzie świat miał zapach kakao.
            Autorce udało się stworzyć świetną, świeżą rzecz. Sprawnie i dobrze napisane „Dziewczyny z Portofino” czyta się jednym tchem, niedopowiedzenia sprawiają, że książka nabiera tempa, można „połknąć” ją w jeden niedzielny wieczór (jak to miało miejsce w moim przypadku). Zatem  bez dwóch zdań:
Moja ocena 5.5/6
Uff….uciekam na dyskotekę bo mnie z roboty wyrzucą J

13 komentarzy

  1. Kornwalio – z tego co się orientuję to "Dziewczyny…" były pierwszą książką Plebanek 🙂 więc być może obniżyła poziom po debiutanckiej powieści! Chociaż ja będę bronić "Dziewczyn…", gdyż uważam je za naprawdę dobrą powieść 😉 Pozdrawiam

    Futbolowo – ja tak uwielbiam moja pracę, że nie zamieniłaby jej na żadną inną. Nigdy! 🙂 Polecam 'Dziewczyny…" bo uważam, ze to powieść dobrze napisana, ale co najważniejsze ciekawa 🙂 Pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *