Recenzja. Nobel. Tochman. Pieśń

„Przemytnika kokainy radości i smutki”

Podobno najlepiej ukryć towar w marmurze. Tym najdroższym, najbardziej cennym, po którym stąpać będą najbogatsi i najbardziej wpływowi ludzie świata. Nie żaden średniozamożny ważniak w garniaku od Armianiego, który szoruje bankowe parkiety. Prawdziwi bogacze, prawdziwe sławy. Tak wartościowego towaru bowiem celnik nie ruszy. Będzie obawiał się, że może uszkodzić drogocenną przesyłkę. Mamy już więc wybrany przedmiot do transportu kokainy. Drugim, niezbędnym narzędziem będzie dobre wiertło, które pozwoli nam wywiercić na tyle duże otworu w marmurze, aby zmieściło się tam kilka słusznych kilogramów kokainy. Potem jeszcze sprawdzeni i zaufanie ludzie i możemy zacząć transportować nasz towar z Ameryki Południowej prosto na europejskie salony i zarabiać naprawdę potężne pieniądze. „Ok.” powie ktoś po trosze rozsądny i po trosze skąpy – „Ale marmur to droga zabawa. Czy nie lepiej przemycać narkotyk w brzuchach biedaków, którzy marzą o szybkiej gotówce?” Ależ nie, przekonuje anonimowy bohater reportażu Rastello, forsę, którą wydasz na marmur zwróci ci się z nawiązką (kto inwestuje ten zarabia!), bo po pierwsze ograniczysz do minimum najbardziej zawodny element operacji – czynnik ludzki, po drugie – w wywierconych otworach zmieścisz naprawdę dużo narkotyku, a po trzecie – oczyścisz sumienie oddając uszkodzony marmur na cele charytatywne. A co najważniejsze, akcja tego rodzaju, ma naprawdę bardzo dużą szansę powodzenia. Proste? Proste! Tylko dlaczego główny bohater tej opowieści siedzi w więzieniu?

„Przemytnik doskonały. Jak transportować tony kokainy i żyć szczęśliwie” to książka o człowieku, i choć może zabrzmi to przekornie, z pasją. O człowieku, który dzięki swojej bezczelności, pewności siebie i skłonności do ryzykanctwa mógłby równie dobrze, i myślę, że z takim samym sukcesem, pracować w międzynarodowej korporacji odnoszącej sukces. O człowieku, który zdaje się, że o przemycie i regułach panujących w narkobiznesie wie wszystko. A wiedza, którą posiada jest naprawdę zatrważająca: polityka i kokaina, jako bliskie i uzupełniające się zależne. Narkotyki jako pieniądz i waluta przetargowa, na której opiera się m.in. znaczna część gospodarki Meksyku i Stanów Zjednoczonych. Monolog, który prowadzi bohater, to wyznanie wiary i grzechów jednocześnie. Fascynująca i przerażająca historia, wydawać by się mogło, rzeczywistości alternatywnej. A jednak dojmująco prawdziwej, okupionej życiem i zdrowiem wielu osób (i o tym fakcie nie należy zapominać!).

Książka Rastello jest o tyle ciekawa, że przedstawia problem z innej, nieznanej dotąd perspektywy – nie osoby poszkodowanej, ale od strony organizatora przemytu. W tekście, który rozpoczyna się od historii księdza uwikłanego w narkobiznes, nikt nie pozostaje bez winy, nikt nie oprze się teoretycznie łatwemu i szybkiemu zarobkowi. Ale jak zawsze w takich przypadkach cierpią najubożsi a zyskują najwięksi i najbardziej wpływowi.

Gwoli wyjaśnienia: Bohater reportażu został przyłapany i skazany ponieważ zdradził go jeden z jego ludzi. Człowiek, jak już zostało wyżej wspomniane, to najsłabsze ogniwo projektu. Nie stracił jednak wiary w produkt, aby pozostać przy nomenklaturze korporacyjnej. Co to, to nie. Jak i nie stracił również swojego dobrego (czarnego) humoru.

***

Recenzja opublikowana pierwotnie na portalu „Lubimy Czytać”

PS No i nobla wygrała Alice Munro. To nie był mój typ. Liczyłam na S. Aleksijewicz. Trudno.

A wczorajsze spotkanie z W. Tochmanem popsuł pan moderator, który zadawał dziwne pytania (na żenującym poziomie). Kiepsko, że aż Tochman biedula przewracał oczami.

10 komentarzy

    1. Drogi Tamaryszku – niestety nie pamiętam nazwiska moderatora. Jakiś pan z Radio Merkury. Lecz jego pytania i brak przygotowania totalnie położyło spotkanie. Żenująca postawa. Zaprawdę.
      Tak, Tochman faktycznie przejął dowodzenie i był numerem jeden. Ale Springer, jak Springer – wesoły reporter – bardzo zresztą ciekawa i chyba wyjątkowa jest ta jego postawa na "tak". Ta postawa radosnego doświadczania życia. A Tochmana totalnie inaczej sobie wyobrażałam – pierwsza moja myśl "i to facet który tyle złego widział, tyle doświadczył" – niezwykła postać, niezły gawędziarz i ekspert.
      A co do Munro – to nie moja bajka. Jakoś nie mogę się przekonać do jej krótkich form.
      Pozdrawiam 🙂

    1. Pietia – pecha miała chłopczyna, wielkiego pecha 😉 A Munro nie piszę, według mnie źle, ale poprawnie. A to mi się wydaję ciut za mało na najważniejszą literacką nagrodę świata. Tak to widzę 🙂 A końcówka jej kariery faktycznie – rewelacyjna 🙂 Pozdrawiam serdecznie 🙂

  1. Byłam kiedyś na spotkaniu z Tochmanem i prowadzący tez nie był zbytnio przygotowany. Pan wojciech był wtedy bardzo uszczypliwy i w sumie aż niemiło sie zrobiło. W czwartek u nas spotkanie z Tochmanem, mam nadzieję, że poprowadzi je kompetentna osoba. A u mnie na półce "Eli, Eli", ale strasznie boję się po nią sięgnąć, bo wiem ,że dostanę po gębie. Ale cóż zrobić, uwielbiam Toachmana i muszę zdobyć się na odwagę, choć same zdjęcia już mnie w fotel wbijają.

    1. Mag – ja już jestem po lekturze "Eli, Eli" i jak dla mnie jest to najlepsza książka tego roku. Zdecydowanie. Myślę, że mamy podobne gusta literackie i bardzo ci się ta książka spodoba. Choć faktycznie – mocne piętno w człowieku zostawia.

      Trzymam kciuki za prowadzącego 🙂
      Serdeczności 🙂

  2. Książka musi zostać przeze mnie przeczytana.

    Ale wracając do prowadzącego: sam będę rozmawiał z Andrzejem Pilipiukiem na KFASONIE (Krakowski Festiwal Amatorów Strachu, Obrzydzenia i Niepokoju) i chociaż Andrzej Pilipiuk to inna bajka niż Tochman, to chciałbym się dowiedzieć czego Twoim zdaniem nie powinien robić prowadzący.

    Nie wspominam o tak fundamentalnej sprawie jak przygotowanie:)

    1. Prowadzący strzelił sobie w stopę już pierwszym zdaniem.Parafrazując "Nie każdy zna twórczość p. T. i jego samego, dlatego zacznę od kilku słów wprowadzenia i wyjaśnień". Tu nastąpiło półgodzinne wprowadzenie nieudolnie czytane z kartki (źródło Wikipedia). Gdzie, moim zdaniem na tego typu spotkania przychodzą osoby zaznajomione z twórczością danego pisarza. A potem pytania o reportaż np. typu "A lubi pan swoją pracę" etc. moderator nie miał najmniejszego pojęcia o tradycji reportażu etc. I generalnie wyszło kiepsko. Bardzo. Taki trochę brak szacunku dla gości i uczestników spotkania. Ufff…Chyba wszystko.
      A książkę, rzecz jasna, polecam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *