Pragnienie (nie)powtarzalności

W swojej najnowszej książce Wojciech Jagielski ponownie zabiera czytelnika w podróż do Republiki Południowej Afryki, lecz tym razem nie jest to podróż tylko i wyłącznie reporterska, dalej poznawcza, ale także, albo przede wszystkim rozliczeniowa i bardzo osobista. „Trębacz z Tembisy”  to opowieść o pasji i poświęceniu. Pretekstem do poruszenia tejże problematyki stała się dla Jagielskiego postać Nelsona Mandeli. Bojownika o wolność i równość wszystkich mieszkańców RPA, przeciwnika apartheidu, laureata pokojowej Nagrody Nobla, w końcu człowieka, które cało swoje istnienie (i swoich bliskich) ofiarował walce z niesprawiedliwością. Piszę pretekstem, ponieważ trudno nie doszukać się analogi do życia samego autora. Zdaje się więc, że „Trębacz z Tembisy” stanowi wypadkową dwóch wcześniej wydanych książek: „Wypalania traw”, poprzedniej publikacji autora, która również traktowała o Republice Południowej Afryki i apartheidzie (głównie o śmierci samozwańczego wodza południowoafrykańskich Burów Terre’ Blanche zamordowanego z rąk czarnoskórych robotników) oraz „Miłości z kamienia” Grażyny Jagielskiej – dogłębnym studium cierpienia i strachu, relacji z życia z korespondentem wojennym.

„Trębacz z Tembisy” to wyjaśnienie (tłumaczenie się?!) człowieka  ogarniętego pasją. To także próba odpowiedzi na pytanie o granice poświęcenia, o konsekwencje jakie niesie walka o określone idee. Jak pisze Jagielski: Czy mam prawo poświęcić wszystko? I czy warto? Liczyłem na to, że spotkanie z Mandelą da mi odpowiedź na te pytanie. I dalej: Czasami tylko nachodziła mnie wątpliwość, czy przypatrując się tym wszystkim wojną, zamachom, rewolucjom, nie przegapiam czegoś znacznie ważniejszego . „Trębacz…” to bez wątpienia przykład zmagania się z własnymi demonami. To także tekst, co istotne, któremu daleko jest do klasycznego reportażu. W książce mamy bowiem do czynienia z przedstawieniem korelacji elementów przynależnych powieści i literaturze faktu.  I jak w przypadku „Wypalania traw” zabieg ten służył przede wszystkim uatrakcyjnieniu fabuły (suspens,  fragmenty bliskie liryce etc.), tak w przypadku tej książki zabieg ten umożliwił  Jagielskiemu osobiste przedstawienie własnych obaw i wątpliwości (jakże różne podejście ma dziś Wojciech Tochman, choćby w głośniej ostatnio książce „Eli, Eli”. Zaskakujące i arcyciekawe są ścieżki reportażu polskiego!).

Głównym spoiwem książki Jagielskiego jest osoba Mandeli. Autor dąży do spotkania z bohaterem walki o wolność, w celu wyjaśnienia kwestii poświęcenia i nieustępliwego trwania przy swojej racji, nawet kosztem innych. Jednak, gdy już dochodzi do spotkania, jest ono przypadkowe i krótkie. Za krótkie, aby cokolwiek wyjaśnić.

Obok Jagielskiego i Mandeli w książce występuje jeszcze trzecia, nie mniej ważna postać – Freddie „Saddam” Maake. Fanatyk piłki nożnej i twórca wuwuzeli, czyli głośnej trąbki, o której usłyszał (i to dosłownie!) cały świat podczas Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej 2010. Kolejny pasjonat, kolejny niewolnik własnych pragnień, który doskonale wpisuje się  w koncepcje niszczącej siły namiętności – do takich właśnie wniosków prowadzi nas książka Jagielskiego. Autor „Trębacza z Tambisy” nie pozostawia czytelnikowi złudzeń. Własna pasja rykoszetem uderza w najbliższych. Innej możliwości nie ma. Wnioski płynące z tekstu są więc mało pokrzepiające. I jak w ostatnich słowach zauważa autor:

Bo jeśli zrobiło się w życiu wszystko, co było do zrobienia, i nie odczuwa się już pośpiechu ani potrzeby szukania czegoś nowego, można już tylko pragnąć, żeby wszystkie dni wyglądały podobnie i powtarzały się powoli, miarowo, chwila za chwilą. Chyba zazdrościłem ludziom, którzy w takim trwaniu nie widzą nic niepokojącego. Pomyślałem, że mógłbym pojechać do Tbilisi.Literacki reportaż Jagielskiego to ważna i mądra książka. Jak zawsze zresztą.

***

Recenzja opublikowana pierwotnie na portalu „Lubimy Czytać”

4 komentarze

    1. Moniko – faktycznie tak było. Ale "Wieże z kamienia" były jeszcze przed "Miłością z kamienia", przed decyzją o porzuceniu pracy w charakterze korespondenta wojennego. I w przypadku tej książki to raczej rozliczenie, przede wszystkim z własnym życiem.

      A "Wypalanie trwa" – rewelacyjne, zgadzam się bez dwóch zdań 🙂

      Serdeczności 🙂

  1. "Wypalanie traw" również uważam za rewelacyjną pozycję! Jestem w trakcie "Modlitwy o deszcz" – zgoła innej, ale jakże ciekawej, no i Twoja recenzja (jak zwykle zresztą) zachęciła mnie do najnowszej książki Jagielskiego. Dziękuję!

Pozostaw odpowiedź Monika, Magnolie Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *